LamiastrataGrzegorz Kupczyk, lider formacji CETI. przez większość z. was kojarzony jest zapewne z zespołem TURBO. Trudno się temu dziwić, skoro właśnie z ta grupą odnosił jeszcze w latach 80-tych największe sukcesy. Omawiana tu '”Lamiastrata” jest natomiast drugim krążkiem jego drugiego bandu. CETI wykonuje zdecydowanie łagodniejszą muzykę niż TURBO, bliższa hard rockowi, i mocno wyeksponowanymi partiami klawiszy. Materiał na '”Lamiastratę” nagrany został w 1992r., jednak dopiero teraz doczekał się wydania na CD (w wersji anglojęzycznej). Mimo dziesięciu latek na karku album nie trąci myszka, a wręcz przeciwnie — brzmi bardzo świeżo, choć klasycznie. Wspomniałem o skojarzeniach z TUR80-Otóż wszystko wskazuje na to, że nie tylko fani i dziennikarze mają tacowe. Również grający wówczas w CETI byli muzycy tej formacji (oprócz Kupczyka także gitarzysta Andrzej Łysów i poniekąd obsługująca keyboardy Maria Wietrzykowska jakoś nie potrafili (nie chcieli?) zamykać tamtego rozdziału swej muzycznej kariery. Wniosek taki wysnuwam z co najmniej dwu faktów. Po pierwsze mamy tutaj dwie nowe wersje (po polsku i po angielsku) “Sztucznego Oddychania”, nieśmiertelnego klasyka TURBO z ich bezsprzecznie najwybitniejszej płyty, czyli z 'Kawalerii Szatana'. A po drugie znajdziemy tu także 'Satan's Cavalery part III', anglojęzyczną kontynuację dwóch pierwszych części 'Kawalerii' ze wspomnianego przed chwilą krążka. To zrozumiale, te grupa zdecydowała się na tak śmiałe nawiązania do tego akurat albumu, bowiem nigdy wcześniej ani nigdy potem nikt w Polsce nie nagra! równie wyśmienitego i ponadczasowego heavy metalu. Co ciekawe jednak, zapytany o najwybitniejsze osiągnięcie w całej swojej karierze, Grzegorz zawsze wymienia 'Lamiastratę', a nie 'Kawalerię'.., Przyznać muszę, iż istotnie płyta ta ma w sobie jakieś ulotne piękno, jakąś magię, choć niestety ma także jedną poważną wadę, która w moim mniemaniu bardzo niekorzystnie wpływa na odbiór całości. Chodzi mi mianowicie o teksty śpiewane w jeżyku obcym.,. Uważam, że jeśli Grzegorz nie czuł się wówczas w angielskim zbyt pewnie, powinien zaśpiewać tylko po polsku. Postanowił jednak inaczej i chyba nieco przecenił swoje możliwości, ponieważ jego angielski brzmi momentami po prostu żenująco... Na szczęście dwa ostatnie kawałki na albumie zaśpiewane są w rodzimym języku, dzięki czemu końcówka krążka pozostawia jak najbardziej pozytywne odczucia. Tym bardziej, że kawałkami tymi są wspomniane wcześniej 'Sztuczne Oddychanie' i przepiękna, rockowa balladka pod tytułem 'Piosenka'. Polecam przede wszystkim starszym fanom jako doskonałe uzupełnienie kolekcji.
DO GÓRY