Demony czasuTakiego kopciuszka to w redakcji jeszcze nie mieliśmy. Nikt kompletnie nie wiedział, co z tą płytką zrobić, aż w końcu dotarła do mnie ... a ja wciąż nie wiem co mam z tym począć. Zapowiedzi mówiły o klasycznym hard rocku w stylu Whitesnake i Rainbow. No cóż, gdyby to była prawda, to nie byłoby wspomnianego problemu, a o tą recenzję musiałbym stoczyć ciężką walkę z Michałem i Kubą. Niestety. Płyta od wspomnianych klasyków odbiega dość znacznie. Rzeczywiście nie jest to, na szczęście, marnej jakości industrialny rock jaki Kupczyk popełnił na “W Imię Prawa”, ale wciąż dominują tu nowoczesne brzmienia i riffy, momentami kojarzące mi się nawet z ... Illusion (!!!). Tym razem jednak, nasza rodzima legenda darowała sobie (niestety nie wszędzie) zniekształcanie wokalu, i w związku z tym, doskonały głos wokalisty jest nadal wielkim atutem Demonów Czasu (czego nie można powiedzieć np. o wyjątkowo głupiej okładce). Tak, mógłbym album całkiem zgnoić, ale znajdzie się tu jeszcze parę ciekawszych momentów, jak nowa wersja “Komety Halleya”, Duke - Wild Horse, balladka “Krzycząc na wiatr” czy klawiszowy przerywnik Marihuany - AKIA. Właśnie, wartość płyty zdecydowanie podnoszą wstawki Marihuany. Często, to właśnie jej udaje się wprowadzić naprawdę ciekawy, niepokojący klimat tym, jak dla mnie zbyt nowoczesnym kompozycjom. Mimo wszystko, obiektywnie...(3,5). Maciek Wzorek
DO GÓRY