Demony czasuPamiętam takie zdjęcie Grzegorza Kupczyka... Uśmiechnięty muzyk z założonymi rękami ubrany jest wyłącznie w czarna "skórę". Ma na sobie spodnie z kilkoma pasami, skąpą kamizelkę oraz obrożę. Wszystko ponabijane jest dziesiątkami ćwieków. Kiedy dwa lata temu rozmawiałem z nim powiedział mi, że część tych strojów powstawała według własnych projektów i wykonywana była domowymi sposobami. Od zrobienia tamtej fotografii upłynęła ponad dekada. Przez cały ten czas wokalista zespołu Turbo jest najaktywniejszym muzykiem z jego składu. Od początku lat 90. nagrywał pod szyldem C.E.T.I. Teraz działa używając swojego imienia i nazwiska. Właśnie ukazała się trzecia płyta sygnowana przez Kupczyka, "Demony czasu". Chociaż, jeśli dokładnie przyjrzeć się jej okładce, nadal widać nazwę C.E.T.I. Jednak nie ma co się czepiać szczegółów, bo wiadomo kto tu odgrywa pierwszoplanową rolę. Album utrzymany jest w heavymetalowej tradycji lat. 80. Dobrze wiadomo, co pasjonuje długowłosych mężczyzn i jedną kobietę (DJ Marihuana). To mocne granie w rytm krótkiego riffu gitary, wsparte odważnymi popisami sekcji rytmicznej oraz melodyjnym "klawiszem" ("Sati"). Wszystko podane zostało w sporym tempie i z dużą dawką energii ("XIV - nie pytaj", "Ciemność"). Sporo jest "wymiatających" solówek. Trzeba też wspomnieć o niespodziankach. W kompozycji "Przemijanie" rzewna solówka została odegrana na skrzypcach. Na pewno jakiejś niesamowitości dodaje materiałowi recytacja w utworze "Atlantyda - historia zaginionej Oceanii". Chociaż całość firmowana jest nazwiskiem wokalisty, większość "kawałków" powstawała przy współudziale reszty muzyków, zarówno jeśli chodzi o dźwięki, jak i o teksty. Kupczyk & s-ka zastanawiają się nad ludzkością. Opowiadają o jej lękach, zagubieniu i zatraceniu ("Ciemność"). Zastanawiają się, dlaczego zwycięża złość, agresja, a nie ma miejsca na przykład na zastanowienie się nad losem innych ("Krzycząc na wiatr", "Życie i kres"). Ponadto w kilku miejscach pojawia się symbolika zamierzchłych czasów, choćby obyczaj palenia na stosie. Niektórzy z pewnością stoją na stanowisku, że czas Kupczyka już minął, ale nagrywa on dalej chociażby z przyzwyczajenia. Jakby nie było, to i tak jego kolejne dokonania nie schodzą poniżej dobrego poziomu. Nawet niekiedy, jak "Demony czasu", go zawyżają. Krzyk (ONET. PL)
DO GÓRY