Shadow of the AngelJest mi niezmiernie miło, że mogę o tej płycie coś napisać. I to super miłego. Z całym szacunkiem dla nazwisk i dorobku muzyków, przede wszystkim dlatego, że to bardzo dobra płyta. Próbowałem się już kilkakrotnie zabrać za opisanie tego, co zawiera ten krążek, ale za każdym razem jakoś myśli nie bardzo chciały napłynąć... Jakoś człowiek po przesłuchaniu odjeżdża w marzenia, nostalgie lub całkiem inne rejony wyobraźni.... Ja sobie np. przypomniałem czasy z początków lat 90-tych, kiedy mniej było tego blichtru na ulicy, choć wszystko jeszcze kostropate, biznesmeni w białych skarpetkach, tureckie swetry i jeansy, ale za to bardzo dużo fajnego metalu wokoło. Dziś o takie melodyjne granie jest trudno. Wyrobił się jeden nurt w oficjalnym obiegu, klony HammerFall, Iced Earth itp. A tu CETi doszła do głosu i pokazuje, że nadal w tym gatunku można grzebać i odkrywać... Tym bardziej, że udało im się to uformować po swojemu i tylko w dla siebie wyłącznie przypisanym stylu. Heavy metalowa CETi jest kapelą upastelowaną melodią, czasem grozą straszną... Słuchając metalu od kilkunastu lat, rzadko spotkałem się z taką płytą, tak jakoś przepełnioną tonami, które sprawiają wrażenie, że partytury ich pisało same życie. Zespojone są tu smaki metalu sprzed 20 lat wraz z najnowszymi osiągnięciami na tym polu. Brzmi to wszystko nowocześnie (nagrywano w studiu Art. Sound, Piła), więc miło jest usłyszeć, jak granie CETi może zabrzmieć po skorzystaniu z nowoczesnych technik studyjnych. I brzmi dobrze, choć po prawdzie obecnie co druga kapela dobrze brzmieć jest w stanie. To zależy wyłącznie od posiadanej na to gotówki. Niby tak, ale tu jest coś jeszcze… Nowością jak dla mnie jest wykorzystanie głosu Marihuany, który nasuwa mi reminiscencje z wokalizami żeńskimi w black metalu, a'la Therion... Ale w tym wszystkim słychać po prostu metaliczność, wszelkie klangi, dotyk palców, delikatne dźwięki i ostre zagrywki, grane z żywych instrumentów, no, może oprócz klawiszy rzeczonej Marihuany. Grześ jak wino, wraz z biegiem lat doskonalił swój warsztat, by osiągnąć poziom w pełni świadomego i dojrzałego człowieka i muzyka. Tradycyjnie sekcja CETi, czyli Mucek i Bartek stanowią o motoryce grupy, co tam dużo gadać – zawodowstwo. Zresztą bardzo fajnie nagrana jest perkusja. Jak już jebnie to konkret. No i 'Burza' – komplementy cisną mi się same na usta. Teraz zastanawiam się, czy wam o tym napisać, czy nie. Otóż. W kawałku “Song of the Desert”, sekunda 51 (mniej więcej) zdarzył się kapeli bok. Takiej kapeli – bok. Hm. Obracając to w żart opowiem anegdotę. Kiedyś słynny był taki film video z koncertu Claptona, który w całym występie tylko raz się pomylił, a dowcipny realizator dokleił mu w tym momencie dymek “Sorry!”. Myślę, iż CETi spokojnie może być polską odpowiedzią na Black Sabbath, Rainbow czy Deep Purple. Pomysłów na granie, jak słychać na płycie, muzykom nie brakuje. Emanuel
DO GÓRY