Shadow of the AngelDokładnie pamiętam dzień, w którym po raz pierwszy słuchałem poprzedniej płyty CETI (wówczas jeszcze sygnowanej nazwą Grzegorz Kupczyk & CETI), nazwanej ,Demony Czasu". Płyta od razu mnie porwała - ot po prostu dobry, rzetelnie zagrany hard rock, jakiego coraz mniej w naszych czasach. Po premierze ,Demonów Czasu" Kupczyk znów związał się z Turbo, a owocem tej współpracy była kontrowersyjna (bo bardzo nowoczesna) płyta ,Awatar". Teraz Grzegorz powraca z nowym albumem CETI i na szczęście uporczywie trzyma się tego, co robi najlepiej - czystego, rasowego hard rocka. ,Shadow Of The Angel" słucham z przyjemnością od miesiąca i wciąż z chęcią wracam do tej płyty. Dlaczego? Bo jest tu wszystko, co dla mnie ważne w muzyce - niezłe gitarowe riffy, jakby żywcem wyjęte ze starej szkoły Rainbow i Deep Purple (,The Blind Man"), świetne klawisze (,Falcon's Flight", ,I Know"), są fajne, trochę patetyczne, ballady ("Raining Dream", "The Body And Blood"), no i w końcu jest ten ogień, który jest też na starych płytach Whitesnake, Dio czy Purple. Oczywiście ktoś może się krzywić na takie porównania, ale CETI ma swoich idoli, a słuchając ,Shadow Of The Angel" łatwo zorientować o kogo chodzi. Jest też na tej płycie coś jeszcze - głos Grzegorza Kupczyka, który brzmi lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie wierzycie? Wystarczy posłuchać wieńczącej album ballady ,Ciało i Krew", którą wokalista zaśpiewał tylko z towarzyszeniem fortepianu. I od razu chciałbym uciszyć malkontentów - nie stawiam najwyższej noty dlatego, że moje nazwisko jest wymienione w podziękowaniach na ostatniej stronie okładki. Stawiam piątkę ponieważ to dobra płyta! Darek Świtała 5
"Metal Hammer" Lipiec ’03
DO GÓRY