Shadow of the AngelNie spodziewałem się, że szumne zapowiedzi ogłaszające wszem i wobec pojawienie się najlepszego albumu CETI a i jednego z najlepszych w Polsce okażą się prawdą... Owszem, liczyłem na niezły krążek, mając w pamięci ich wcześniejsze dokonania, ale w najbardziej optymistycznych założeniach nie przypuszczałem, że będzie to AŻ tak dobry album ! Tymczasem CETI po latach grania, walki o swoje z rekinami (i płotkami ) naszego pożal się Boże ''show businessu'' , płytach świetnych, dobrych i takich sobie rzeczywiście nagrali dzieło skończone i w wielu fragmentach przewyższające ukochaną przez fanów ''Lamiastratę''. ''Shadow Of The Angel'' to powrót do klasycznego heavy metalu, ze słyszalnymi wpływami starego, dobrego hard rocka. Rzeczywiście nie mieliśmy w Polsce od lat takiej płyty, tak udanie łączącej stare z nowym i to bez loopów, scratchingu, automatów perkusyjnych czy rapu. Klasyka w czystej postaci oparta na niewiarygodnym poziomie muzyków i wspaniałym, pełnym pasji śpiewie Grzegorza Kupczyka. Jak dla mnie jest to najlepiej zaśpiewany materiał w całej jego karierze. Wokalnie wspiera go w chórkach Maria, kilkakrotnie wykonując też solowe partie wokalne. Muzycznie ''Shadow...'' jest albumem tak bogatym i zróżnicowanym, że nie wystarczy nawet kilkanaście przesłuchań by poznać jego wszystkie smaczki i aspekty. W tych dwunastu kompozycjach dzieje się tyle, że bez żadnego problemu można solówkami i przejściami wzbogacić drugie tyle utworów. Porównania do Savatage i Dio są jak najbardziej uzasadnione, ja dorzuciłbym jeszcze na przykład Rainbow z wczesnego okresu czy Malmsteena. Dodatkowo mamy na dysku cztery utwory z polskimi wokalami, a gościnny udział Steve Adamsa z Mirage i Petera z Vader powinien zachęcić wszystkich niezdecydowanych bądź niezorientowanych do kupienia tej płyty. Fanów Turbo i CETI przekonywać zapewne nie muszę... Płyta roku bez dwóch zdań! Wojtek Chamryk
DO GÓRY