Living AngelSwoje piętnaste urodziny zespół CETI uświetnił wydaniem dwukompaktowego albumu koncertowego. W naszym kraju przedsięwzięcie takowe jest ryzykowne pod względem komercyjnym, ale wierzę, że większość fanów Grzegorza Kupczyka i spółki sprawi sobie taki prezent A warto, otrzymujemy bowiem ponad sto minut muzyki, a w dodatku to pozycja starannie wydana, bardzo dobrze brzmiąca i - ogólnie - nie odbiegającą standardem od światowych produkcji tego rodzaju. Zarejestrowany na Living Angel koncert odbył się w poznańskim Eskulapie, 15 lutego tego roku (fajnym pomysłem było umieszczenie we wkładce nazwisk kilkuset osób obecnych wtedy na widowni, w porządku alfabetycznym!). Atmosferą koncertową można sycić się od pierwszej do ostatniej minuty, mam wrażenie, że nikt tu niczego nie podrasowywał w studiu, a w przypadku płyt koncertowych taka szczerość jest niezwykle ważna. Grzegorz na ostatnim studyjnym materiale CETI, Shadow Of The Angel, zrezygnował z jakichkolwiek eksperymentów i zdecydował się powrócić do tego, za co najbardziej kochają go fani. Czyli klasycznego hard'n'heavy. Na Living Angel znalazły się kompozycje ze wspomnianej wyżej płyty (w wersjach anglojęzycznych) plus dawka klasyki CETI, jak Lamiastrata (ciekawie urozmaicona śpiewem Marihuany) czy Miłość, nienawiść, śmierć (tu z kolei świetnie śpiewa publiczność). Bardzo ucieszyła mnie obecność numeru Ogień i łzy, znanego z debiutanckiego albumu CETI, Czarna róża (na dodatek interesująco wykonanego). Dobrze, że nie zabrakło również "reprezentacji" albumu Demony czasu, który Kupczyk wydał jako swą płytę solową (Feniks, Sati). Także podobać może się wydłużona do siedmiu minut, urozmaicona partią klawiszy, i kapitalnie zaśpiewana przez Grzegorza wersja Szucznego oddychania, numeru z repertuaru grupy, której zawdzięcza początek swej kariery, Turbo. Wiadomo: po prawdziwym koncercie nie należy się spodziewać studyjnej perfekcji. Ale jednak dziwne, że w Burning Fantasy gitarzysta grupy, Przemysław Burzyński, jakby trochę się gubi... A co do frontmana CETI... Grzegorz jest jak wino - im starszy tym lepszy. Świetna forma wokalna w większości utworów, jak zwykle niesamowita łatwość nawiązywania kontaktu z publicznością (wszystkie rozmowy Kupczyka z widownią zostały poindeksowane tu jako oddzielne kawałki), i nadal ta sama, lekko coverdale'owska maniera, i nadal ta niesamowita siła w głosie i bardzo emocjonalny sposób śpiewania także tych spokojniejszych fragmentów. Tak trzymać! Adam Brzeziński
DO GÓRY