Living AngelKiedy po raz pierwszy wziąłem do ręki ten album zastanawiam się czy tym razem Grzegorz Kupczyk nie zapędził się trochę za daleko. Ta okładka żywcem przypominająca legendarne "Made In Japan" Deep Purple - to zakrawało wręcz na muzyczne świętokradztwo... A jednak po wysłuchaniu "Living Angel" wątpliwości minęły - ten podwójny koncertowy album wydaje się być prawdziwym opus magnum CETI - znalazło się tu miejsce dla najważniejszych utworów zespołu, ale też dla pokazania niesamowitej osobowości Kupczyka, dzięki któremu - co tu kryć - CETI gra i tworzy już tyle lat za nic mając sobie wszelkie przeciwności losu. Mam wrażenie, że dobierając repertuar grupa skupiła się przede wszystkim na materiale z nowej płyty - jest tu przepiękna liryczna ballada "Raining Dream", jest agresywny, zagrany na rozgrzewkę "Treason", jest w końcu "Falcon's Fjight"... Oczywiście nie zabrakło kultowej już "Lamiastraty" - tu w fantastycznym wykonaniu z ciekawymi gitarowymi solówkami Przemka Burzyńskiego w środku utworu... Zresztą na "Living Angel" Burza zdaje się być dominującym muzykiem; słychać jak bardzo dojrzał jako gitarzysta, choć czasem zdarza mu się popełnić podstawowy grzech wszystkich wioślarzy i tu i ówdzie słychać o kilka dźwięków za dużo. Choć może akurat te drobne pomyłki dodają tej płycie wiarygodności... Co jeszcze możemy usłyszeć? Jest "Ogień i Łzy" dedykowany pamięci Czesława Niemena, jest mój ulubiony orientalizujący "Feniks", jest też "Sztuczne Oddychanie" z repertuaru Turbo. Dla wszystkich fanów CETI i przede wszystkim Grzegorza, to musiał być piękny wieczór... Darek Świtała 4.5
DO GÓRY