Ghost of the universeSporo szumu medialnego towarzyszyło premierze najnowszej płyty Grzegorza Kupczyka i CETI. Wprawdzie poprzedni album studyjny „(...)perfecto mundo(...)” CETI wydało blisko cztery lata temu, to jednak i zespół, i osoba Kupczyka ciągle były widoczne w różnych, także pozametalowych projektach. Kim jest Grzegorz Kupczyk dla polskiego rocka i metalu, wie każdy przedszkolak w naszym kraju, więc pominę wydumany hołd, który umieści pewnie prawie każdy recenzent, a skupię się na premierowym materiale. „Ghost Of The Universe - Behind The Black Curain”... Na pierwszy rzut oka wydaje się, że rozmiary tytułu albumu mogą zwiastować przerost formy nad treścią, ale o dziwo, a może na szczęście, muzyka rozwiewa tego typu „chore” przypuszczenia. Nowe CETI to po prostu przebojowy heavy metal, jakby to zgrabnie ujął klasyk: „heavy metal na miarę naszych czasów!” Ostro, co?! Zawartość „Ghost Of The Universe - Behind The Black Curain” to świetnie zaaranżowane kompozycje, ze znakomitymi melodiami, gładką harmonią i tym charakterystycznym „piorunującym” głosem Kupczyka. Facet tyle lat na krajowej scenie i ciągle stoi na samym jej szczycie! Nie ma drugiego tak wszechstronnego głosu w Polsce i długo pewnie nie będzie. Ale wracając do samej płyty... Całość rozpoczyna króciutkie intro i ostry jak brzytwa, oczywiście zachowujący kanony heavy rocka „The Wolves”. W tym numerze gdzieś z tyłu głowy słychać ostatnie solowe dokonania Halforda (ale może to tylko moje odczucia?!). Potem wkraczamy w quasi-orientalne klimaty w „In The Eyes Of Rising Sun”. Nieco więcej wytchnienia daje nam „ciepły” wstęp prawdziwej heavy metalowej „galopady” - „The Days Of Dirt”. I tak aż do utworu, który według mnie jest swoistą cezurą albumu. Mam tu na myśli instrumentalny „Black Curtain”. Delikatne arpeggia gitary klasycznej przeistaczają się w majestatyczne riffy - mistrzostwo! Umowną drugą część „Ghost Of The Universe - Behind The Black Curain” rozpoczyna singlowy „Anywhere” - utwór chwytający za serce, ale trochę bez historii. Za to trzy ostatnie kompozycje to bez dwóch zdań najmocniejsze pozycje na krążku. „Lady Of The Storm”, „Land Of Hope” i tytułowy „Ghost Of The Universe”, który swoją pompatycznością i majestatycznością spokojnie mógłby się wpisać w dokonania BLACK SABBATH z Dio. Na polskim rynku metalowym, zdominowanym przez „bezbożników” i „niszczycieli” klasyczne dźwięki są trochę jak powiew świeżej morskiej bryzy. I taka właśnie jest premierowa muzyka CETI z płyty „Ghost Of The Universe - Behind The Black Curain”. Tylko szkoda, że panowie Kupczyk, Piekarczyk i Kostrzewski w dalszym ciągu nie dochowali się godnych następców. Sebass
DO GÓRY