BRUTUS SYNDROME CETI okładka M-ARTZaczyna się trochę jak "Painkiller" Judasów. Ale to skojarzenie trwa przez krótką chwilę. Obchodzące 25-lecie istnienia CETI serwuje nam w dalszej części świeży, dynamiczny, bezpośredni, zwięzły klasyczny heavy metal wysokiej próby, dla którego właściwszym punktem odniesienia są Dio, Iron Maiden, Rainbow czy Whitesnake.Sztuką jest zaskoczyć in plus kogoś, kto z metalem ma do czynienia od lat niemal codziennie. Jeszcze trudniej jest to zrobić, gdy jest się wykonawcą grającym heavy metal. Wiadomo, takie granie ma ograniczenia, cechuje się dużą przewidywalnością. Kupczykowi i jego zespołowi zaskoczyć mnie się udało. Czym? Siłą uderzenia, drapieżnością, a nade wszystko bijącą z numerów świeżością oraz radością z grania. "Brutus Syndrome" to nie jest głaskanie się po główkach, owijanie w bawełnę, lecz w pierwszym rzędzie walnięcie w twarz. Nie ma tu rozdmuchanej, rozwlekłej epickości. Nie ma też przesadnej subtelności. Delikatnie i akustycznie jest tylko dwa razy, na początku "Somethin' More" i "Second Sin". Rządzą mięsiste, soczyste, dynamiczne gitarowe kawałki. Niektóre są być może jednymi z najlepszych w całej, ponad 30-letniej karierze, będącego w znakomitej formie wokalnej Kupczyka. Mam na myśli idealny do skakania i machania głową na koncertach "Fight To Kill", "The Evil And The Troy", "Wizards Of The Modern World", złowieszczy "Run To Nowhere" (Maria "Marihuana" Wietrzykowska wspaniale pomaga zbudować nastrój kawałka swoimi klawiszami) albo wspomniany "Second Sin". Pozostałym piosenkom absolutnie niczego nie brakuje. Płyta oprócz tego, że naprawdę dobrze brzmi, jest też materiałem równym. Poza Kupczykiem, momentami bardzo mocno eksploatującym głos, błyszczy na albumie silnym blaskiem gitarzysta Bartek Sadura. Jakby nieco mniej było na płycie Marihuany, wydaje się być bardziej w tle niż zwykle. Jednakże brawa bić należy wszystkim, bo w końcu album jest dziełem zespołowym, nie tylko Kupczyka i Sadury. CETI jakby dostało zastrzyk z mieszanki energii, świeżości i polotu. Po 25 latach istnienia, ani przez sekundę obcowania z "Brutus Syndrome" nie ma się wrażenia rutyniarstwa, odgrzewania kotletów. Jeśli coś nam towarzyszy, to pozytywne zaskoczenie, że po tylu latach zespół jest w stanie nagrać album tak porywający, na takim poziomie artystycznym. A jest to, nie waham się tego napisać, poziom światowy. Płyty wielu zagranicznych tuzów heavy metalu mogą się przy "Brutus Syndrome" schować głęboko pod ziemię. Mam nadzieję, że album będzie odpowiednio promowany poza Polską i choć trochę namiesza na Zachodzie. Dobrze byłoby pokazać, że nie tylko death i black metal u nas grać potrafią. (8/10) Lesław Dutkowski - ONET pl
DO GÓRY