BRUTUS SYNDROME CETI okładka M-ART25 lat minęło jak jeden dzień !!! Legenda rodzimej sceny metalowej, Ceti, świętuje jubileusz we wspaniałym stylu. Dowodem tego jest najnowszy, dziewiąty krążek grupy – Brutus Syndrome. Po tylu latach grania zespół nadal prezentuje żywiołowość i inwencje, której mogą pozazdrościć młodzi adepci gatunku. Cztery dni trwała sesja nagraniowa najnowszego materiału Grzegorza Kupczyka i spółki… Jak za najlepszych czasów dla muzyki rockowej!!! Krótki okres odzwierciedlił się na płycie w sposób ze wszech miar pozytywny. Energia, buńczuczność, świeżość. Tymi słowy można określić Brutus Syndrome, na którym klasyka, rodem z lat 80-tych, nabiera nowoczesnej, niesamowicie chwytliwej formy. Przejdźmy do nagrań. Na początek dwa kapitalne, trzyminutowe killery. W Fight To Kill Judas Priest spotyka się z Iron Maiden. Potężny, dynamiczny riff podbudowany nienachalną partią keyboardu plus wpadający w ucho refren z zadziorną linią wokalną. Czego chcieć więcej? Podobnie w przebojowym Wizards Of The Modern World. Wspaniały głos, konstruktywne gitary grające unisono, optymalnie uwypuklona linia basowa. Klasa światowa!!! Zespół ponownie czerpie garściami z twórczości Judas Priest w The Evil And The Troy. Istna galopada, motoryczny riff i kreatywny wokal Grzegorza Kupczyka. W drugiej części utworu gitarzysta, Bartek Sadura, bawi się brzmieniem w solówkach. Czuć, że płyta nie jest wymuszona, a kawałki nie zostały zrealizowane z założeniem, aby odklepać numery na wzór klasyków metalu. Balladowy Somethin’ More cudownie tonuje atmosferę, choć w refrenie Ceti pokazuje pazur. Nawiązania do tuzów metalu są zresztą sprawą naturalną, gdy całe życie słucha się ich dorobku. I tak, mamy odniesienia do spuścizny DIO w Devil Made Me Do It czy też w The Song Will Remain. W drugim z wymienionych kroczący, potężny rytm perkusyjny przywołuje na myśl sposób bębnienia Vinny’ego Appice. Z kolei inspiracje Black Sabbath da się zauważyć w Second Sin, Sons Of Brutus, gdzie riff czerpie z Children Of The Grave oraz w Run To Nowhere. Szczególnie warto przyjrzeć się temu ostatniemu. Złowieszczy, z intrygującymi wtrąceniami keyboardu, podniosły w refrenie. Wspaniałe zakończenie albumu. Brutus Syndrome to materiał rewelacyjny. Otrzymujemy pełną mocy, klasyczną, acz niebanalną heavymetalową perełkę. Wszyscy muzycy zasługują na pochwałę. Począwszy od weterana Kupczyka, przeżywającego drugą młodość, przez kreatywnych gitarzystów, po solidnego perkusistę i obdarzoną dużym wyczuciem Panią stojącą za klawiszami. Oby tak dalej!!! Damian Mączyński 9,0 
DO GÓRY