BRUTUS SYNDROME CETI okładka M-ART„Brutus Syndrome” - 1 Grudzień, 2014 Już 25 lat minęło odkąd maszynista, Grzegorz Kupczyk, prowadzi lokomotywę pod szyldem CETI. Od tego czasu doczepił już do niej sporo różnych wagonów, bo jest on człowiekiem orkiestrą w świecie hard rocka i heavy metalu. Mnogość linii melodycznych i pomysłów aranżacyjnych, jakie nam zafundował przez ten czas, może przyprawić o zawrót głowy. Całkiem niedawno pociąg CETI został wyposażony w kolejny wagon pt. „Brutus Syndrome”, a w nim 10 przedziałów. Każdy z nich odświeżony, solidnie przygotowany i świetnie brzmiący. Pierwszym utworem, który zespół zaprezentował – jeszcze przed premierą płyty – był ‚Wizards Of The Modern World’. Radosny riff, maidenowa galopada w stylu ‚Be Quick Or Be Dead’, jednym słowem świetny zwiastun. Odwołań do Iron Maiden jest na tym albumie zresztą o wiele więcej, np. w otwierającym ‚Fight To Kill’ (choć intro perkusyjne sprawiło, że przez chwilę pomyślałem, iż przez pomyłkę włączyłem ‚Painkillera’ Judas Priest). W ‚Masters Of Dull’ usłyszeć możemy natomiast zaśpiewy i śmiech Grześka à la Bruce Dickinson. Największą zaletą tej płyty jest konserwatyzm muzyczny – CETI nie chcą zmieniać swojego stylu. Trzeba przyznać, że muzycy mają rację. Po co zmieniać coś, co znakomicie funkcjonuje ? Słuchałem tego albumu wiele razy i ciągle miałem wrażenie, że już coś podobnego słyszałem wcześniej. Mnóstwo skojarzeń nasuwało mi się na myśl. W ‚Devil Made Me To It’ słychać gitarowe echa TSA oraz klawisze żywcem wyjęte z utworu ‚Poundcake’ Van Halen. Moim osobistym faworytem jest natomiast ‚Somethin’ More’. Dzięki niemu poczułem się tak, jakbym odbył podróż co najmniej 10 lat wstecz, gdy z wypiekami na twarzy poznawałem twórczość Bruce’a Dickinsona („Tattoed Millionaire” i inne). Znakomity wstęp, klimat spinający to co było, z tym co jest, i – jestem tego pewien – nadal trwać będzie, bo serce się raduje, gdy słyszę takie „perełki” w wykonaniu naszym, polskim. Płyta „Brutus Syndrome” to również płyta przebojowa, w dobrym tego słowa znaczeniu. Utwór ‚The Evil And The Troy’ dzięki świetnej solówce z pewnością do tego miana pretenduje. Wraz z ‚Wizards Of The Modern World’ będzie stanowić ciekawy zestaw koncertowy, który publika weźmie w ciemno. Często jest tak, że podczas słuchania różnych albumów odnosimy wrażenie, iż im bliżej końca, tym artystom coraz bardziej brakuje pomysłów. Kompozycje się dłużą, co powoduje nieodpartą chęć, by wcisnąć „stop” w odtwarzaczu. Jednak końcówka „Syndromu Brutusa” przeczy temu całkowicie. ‚Sons Of Brutus’ otwiera ciężki, sabbathowy riff, który po chwili z gracją zostaje wygładzony. Ostatnia kompozycja na płycie utrzymana jest natomiast w klimacie Ozzy’ego Osbourne’a („Down To Earth”). Odnoszę wrażenie, jakby jej celem było wskazanie kierunku, jaki obierze CETI na następnej płycie. Na tym jednak nie koniec. Przyszła bowiem pora na odrobinę dziegciu dla kompozycji ‚Second Sin’ i ‚The Song Will Remain’. Szczególny minus należy się za pierwszą z wymienionych z racji niewykorzystanego potencjału. Po pięknym i spokojnym intro wysuwa się potężny riff , a potem aż się prosi, by dowalić jak np. w ‚Anywhere’ z „Ghost Of The Universe”. Zwolnione tempo nie ukazuje w pełni mocy tego kawałka. Druga kompozycja jest z kolei trochę niemrawa i bezbarwna – tak, jakby zrobiona na siłę. „Brutus Syndrome” udowadnia, że CETI to absolutna czołówka hard & heavy i to nie tylko w Polsce. Nie wystawię jednak maksymalnej oceny z dwóch powodów. O pierwszym wspomniałem przed chwilą. Drugi „minusik” to konfrontacja z poprzednim krążkiem – „Ghost Of The Universe”. Tamto wydawnictwo było bardziej spójne, a także niesamowicie klimatycznie. Zawarty w tamtych kompozycjach mrok wywoływał o wiele więcej emocji oraz obrazów przebiegających w myślach. Na płycie znalazło się także więcej ciekawych motywów i solówek gitarowych. Na najnowszym krążku jest tego mniej, ale nadal każdy utwór brzmi rasowo i bardzo solidnie. Być może to tylko chwilowe odczucie, a być może to tylko moje osobiste preferencje. Cóż poradzę na to, że wolę noc od dnia? Faktem jest na pewno to, iż Grzegorz  i spółka, nagrywając kolejny album na tak wysokim poziomie, udowodnili, że sami stali się równocześnie klasykami. W Polsce powstaje coraz więcej zespołów grających tradycyjne heavy i dla nich ta grupa powinna być drogowskazem. To, czy ja będę nadal siedział w wagonie „Brutus Syndrome”, czy jednak przesiądę się do „Ghost Of The Universe” pozostaje natomiast moją osobistą sprawą. Tracklista: 1. Fight to Kill 2. Wizards of the Modern World 3. Devil Made Me Do It 4. Masters of Dull 5. The Evil and the Troy 6. The Song Will Remain 7. Somethin’ More 8. Second Sin 9. Sons of Brutus 10. Run to Nowhere
Ocena: 8/10 Autor: Staszi
DO GÓRY