Strona główna Historia zespołu Biografie Dyskografie Multimedia Teksty Zdjęcia Recenzje Relacje Wywiady Księga gości Forum Sklep Przyjaciele Linki Kontakt
wyszukiwarka:
Valid HTML 4.01 Transitional

Relacje

Raise Your Fest V – Krakow, Loch Ness

CETI, MONSTRUM, MAYHAYRON, PRIVATEER

Zgrzeszyłem! Zgrzeszyłem bracia i siostry! Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak tylko otworzyć swoje rany, posypać je solą i ponieść zasłużoną karę. Karę za to, że minęło tyle pięknych, zimowych dni, a ja dopiero teraz znalazłem czas by spełnić swój kronikarski obowiązek i przelać na elektroniczny papier zacne (nie zacne również) wydarzenia, jakie miały miejsce w krakowskim Loch Ness, sławetnego 18 listopada 2006 roku liczonego od narodzin syna, tego, którego imienia nie można bluźnierczo wymieniać nadaremno.

No, ale dosyć pseudo religijnych wywodów, czas na konkrety, tak jak je zapamiętałem. Z pewnością część umknęła moim bystrym oczom i uszom, ale to już wiek takowy, że im bliżej czwartego krzyżyka, tym większe problemy z koncentracją i pamięcią.

Przybywając pierwszy raz do Loch Ness, rzuciło mi się przeciętne rozplanowanie przestrzenne pomieszczenia, które miało stać się areną piątej edycji RYF. Jeden długi przeszklony „korytarz”, oddzielony filarami (nie przeszklonymi) od głównego placu boju, całkiem przyzwoita scena i „oszołamiający” back stage. W sumie całkiem miły klubik i szkoda tylko, że znalazło się tak mało miejsc, w których można by na spokojnie przysiąść i rozkoszować się złocistym trunkiem.

Czas na przedstawienie „ordre de bataille” festu. Jako awangarda mieli pojawić się panowie z Privateer, od nich pałeczkę przejmowali władcy makaronu, czyli Mayhayron, następnie w środku szyku Monstrum, nieco później zapowiadany Stos, który jednak niestety nie pojawił się z przyczyn niezależnych od organizatorów, jak i części członków kapeli (na koncercie można było zobaczyć tylko Jaśka oraz Irenę). Na sam koniec miała zaprezentować się elitarna gwardia cesarska, czyli Ceti.

Impreza rozpoczęła się od występu Privateer, który na żywo prezentuje się równie dobrze, jak na swym debiutanckim albumie. Świetny warsztat instrumentalny, żar płynący ze sceny i co raz lepszy wokalnie Pudel, sprawili, że ta część publiki, która raczyła ruszyć swoje heavy metalowe tyłki pod scenę, chyba raczej nie żałowała tej decyzji. Dziwi mnie tylko, że ludzi oglądających ten zespół nie było zbyt wielu, no ale widać jako „świeża” jeszcze kapela, Privateer, nie jest na tyle znany, by o godzinie 16.00 przyciągać setki fanów na swoje show – a błąd, bo moim zdaniem o tych panach, będzie już niedługo głośno nie tylko w podziemiu, ale i na profesjonalnej scenie metalowej. Jakby nie patrzeć są w końcu „rodzynkiem” na undergroundowej power (progowej) scenie w kraju i póki co rządzą na niej, jak przed laty Brytania na morzach i oceanach. Wracając do koncertu, to co prawda na początku były małe problemy techniczne związane z odpowiednim ustawieniem wszystkich instrumentów, ale później wszystko wyglądało już dobrze. Sumując Privateer może swój udział na Raise Your Fest uznać za bardzo udany.

Numerem dwa był Mayhayron, dla którego był to pierwszy od bardzo długiego czasu koncert w „klasycznym” można by rzec składzie, wraz z Setą i Staszkiem, na co dzień (ponoć – informacja nie do końca sprawdzona) pasącymi owieczki niedaleko Dublina. No i niestety ten brak regularności w graniu wyszedł w pełnej okazałości, choć nie aż w takim stopniu, jak można było się spodziewać po tak długiej rozłące chłopaków. Mimo wszystko ze sceny, na której występuje Mayhayron, wciąż płynie rasowy heavy metal, z rzadka przeplatany jakimiś Alicjami w Piekle, z gościnnym udziałem Tymka, czy innymi korsarzami, zaprawionymi butelczynami rumu, wyjącymi w niebogłosy swoje „Victory”. Jak dla mnie póki co to wystarczy, choć kur.. jego mać! Grelson weźcie się cholera do roboty, bo jak tak dalej pójdzie zostaniecie w tyle, a szkoda byłoby, żeby taka kapela, jak Mayhayron poszła w zapomnienie – jednak, ja gorący orędownik heavy metalowej krucjaty (lepiej brzmiałoby – wyprawy łupieżczej nastawionej na picie, rabowanie i gwałty wszelakie – ale stanowczo to za długie) wierzę, że jeszcze o was usłyszymy.

Trójka w udziale przypadła black metalowym rzeźnikom okutymi w stal zwanymi Monstrum, eee zaraz, zaraz, nie black metalowym, tylko heavy metalowym i nie rzeźnikom, a wojownikom, nie okutymi, a opiętymi i nie w stal lecz w skóry – wygląda na to, że nazwa się tylko zgadza. Cóż ja mam o nich napisać, dla mnie to po prostu świetny zespół, który i na koncercie potrafi zarówno kopnąć w dupę, jak i przyjemnie zaskoczyć – choćby Fatum „Mania Szybkości” (znają to jacyś nastoletni fani, założę się, że nie), czy Dio „Holy Diver” (o ile mnie pamięć nie myli) i mniej już zaskakujący „Breaking The Law” Halforda i spółki. Świetne show, chwytająca za serce stylistyka, wyrywająca włosy na plecach gitarowa jazda i polskie teksty, które w dobie mody na „english lyrics” w pełni popieram, bo w końcu jeżeli można śpiewać po hiszpańsku (Tierra Santa, Baron Rojo, etc.) czy węgiersku (Pokolgep) i przy okazji być znanymi dla fanów heavy, to czemu nie miałoby się kiedyś tak stać i z polskimi tekstami? Tak więc panowie, po raz kolejny jestem na tak i czekam z niecierpliwością na kolejną okazję do spotkania!

Jako kolejni na scenie mieli pojawić się weterani ze Stosu – niestety w ten sobotni wieczór zobaczyliśmy tylko Jaśka i Irenkę, którzy przed licznie zgromadzoną publiką (na moje oko, ze trzysta metalowych duszyczek) przeprosili w imieniu zespołu za to, że nie mogą zaprezentować się swoim fanom. No cóż, szkoda, tym bardziej, że nowe kompozycje zespołu, których miałem okazję posłuchać robią spore wrażenie i założę się, że niejedna paszcza metalowego maniaka zdrowo by rozdziawiła się słysząc nowe numery. Cóż, pozostał niedosyt i jednak szkoda, że stało się tak a nie inaczej.

Ostatnie uderzenie, lub po raz kolejny używając terminologii wojskowej – przełamująca szarża miała należeć do Ceti. Grzegorz Kupczyk wciąż pokazuje, że wie co robić z wokalem, a i instrumentalnie było czego posłuchać, naprawdę w tym miejscu należą się szczere podziękowania i słowa uznania całej kapeli, jestem pewien, że na takim poziomie ten zespół będzie grać jeszcze długi czas. Osobiście serducho mi rosło, że można było usłyszeć kompozycje zarówno ze starszych płyt zespołu – „Lamiastrata” czy „Czarna Róża” i tych nowszych, choćby „Shadow Of The Angel”. Wciąż jestem pod wrażeniem muzyki tego zespołu i trzeba przyznać, że mimo upływających lat, należą do najlepszych. Z resztą reakcja samej publiki mówiła sama za siebie – istne szaleństwo przed sceną i żar unoszący się w Loch Ness – wprost pokazywały czym jest heavy metal i ludzie go kochający, może z wyjątkiem kilku zdrowo napranych leszczy, przez których zachowanie, prawdziwi fani musieli bardziej skupić się na ochronie własnego zdrowia, niż przeżywaniu muzy.

Nie chciałbym, żeby z tej „krótkiej” relacji zrobiła się powieść, więc czas na podsumowania.

Po pierwsze publika – ukłon w jej stronę, zarówno za to, że dobrze się bawili, jak i za to, że licznie pojawili się na tym koncercie – chwała wam za to, że mimo ogólnych tendencji do olewania polskiej sceny chciało wam się przyjść!

Po drugie zespoły – świetny dobór kapel, dobry poziom, po prostu prawdziwa heavy metalowa jazda, dla której warto było się pojawić się w Krakowie!

Po trzecie organizatorzy – kawał dobrej roboty, wasze chęci i starania zwróciły się z nawiązką. Ilość sprzedanych biletów, zaproszone zespoły i wiara w to, że można zrobić coś co się uda – wszystko to należy zapisać na wasz plus, gratulacje!

Po czwarte przyjaciele i znajomi – raz jeszcze wielki dzięki za to, że znów mogliśmy się spotkać, nie będę wymieniał wszystkich, ale o kilku (kilkunastu) osobach zapomnieć nie wypada, pozdrawiam – Dagon (świetna robota brachu), Jasiek, Irenka, Ola, Strzelec, Grzechu, Gosia, Tomek, Monika, Grelson, Seta + Mayhayron, Ślimak, Habek + Monstrum, Beer Laden, Gajdek, Koniu – raz jeszcze wielkie dzięki za ten niezapomniany wieczór!

Osobne podziękowania dla Ciebie Ligia, za udostępnienie fotek z Krakowa – dzięki.

http://www.metalheart.pl/show_rel.php?id=60

Copyright © 2017 CETI
Projekt i wykonanie: Webgan

Odwiedzin: 154914
Osób on-line: 1